sobota, 12 grudnia 2009

Zagadka

Jaka to pora roku? / dodam, że moja ulubiona/

No nareszcie, wszędzie biało!

Będzie można iść na sanki.

Albo, czego nie popieram,

Śniegiem natrzeć koleżanki.

Naturalnie, wiadomo jaka...

Jest to wierszyk dla Maluszków, który ukazał się w mojej pierwszej książeczce, wydanej w 2006 roku. Są w niej wierszyki-zagadki o różnych różnościach. Sławnych ludziach , polskich miastach , warzywach , kwiatkach , świętach, zwyczajach..itp.

To tyle w temacie “chwalę się”.  A za oknami  faktycznie jest nareszcie biało i już.

poniedziałek, 7 grudnia 2009

piątek, 4 grudnia 2009

Skoro jest 4 grudnia, to MOJE!!!!

Tempus fugit

Czasu mi tak brak, że aż strach. Tyle różnych dziwności  muszę teraz robić...
Napiszę więcej, gdy oswoję się z nowo-starą codziennością.
-Bardzo pracowitą – dodała z grymasem imitującym uśmiech, tuszującym skrajne wycieńczenie...

środa, 18 listopada 2009

sobota, 7 listopada 2009

Needles and pins...

...lub, jak kto woli „Igły i szpilki”- hicior zespołu Smokie sprzed wielu lat. Można go posłuchać TUTAJ.
Z rozrzewnieniem przypomniałam sobie o nim, kiedy haftowałam poduszeczkę – igielnik.
Kolory na zdjęciu nieznacznie odbiegają od tych w rzeczywistości. Pewnie to kwestia oświetlenia, a może mojej niewprawnej fotograficznie łapki? Wzorek rozrysowałam sama, nie jest zbyt skomplikowany...
Teraz biorę się za biscornu. Trochę boję się zszywania, jednak do odważnych świat należy!

wtorek, 3 listopada 2009

Obrazek

Mój kolejny haft skończony. Jeszcze tylko muszę pochować niteczki po lewej stronie, bo prześwitują przez kanwę. Ale co dalej? Oprawić go w delikatną rameczkę, a może umieścić w antyramie? A może jeszcze coś innego z nim zrobić?Będę wdzięczna za podpowiedź.

poniedziałek, 2 listopada 2009

Zakładka do książek

Alexls zaraziła mnie jakiś czas temu haftem xxx. Zgromadziwszy wszystko, co potrzebne, zabrałam się ochoczo do pracy. Na pierwszy ogień poszły zakładki dla dziewczynki i chlopca spod znaku Ryb i Barana. Wzór geometryczny i literka M są mojego pomysłu. Baranki znalazłam w gazetce poradnikowej, ale uważam , że są troszkę „spsiałe”. Rybki też rozrysowałam sama i dlatego wyglądają, jak wyglądają. Największe problemy miałam z łączeniem części zakładek, lecz w końcu jakoś poszło. Są to moje pierwsze w życiu krzyżykowe drobiazgi, także mam wątpliwości, czy mogę nimi obdarować wspomnianych wcześniej dziewczynkę i chłopca? Liczę na wszelkie oceny zaglądających do mnie. Oto, co mi wyszło.


czwartek, 17 września 2009

środa, 16 września 2009

Chleb na żurku.





Czasami piekę sama chleb. Nie mogę tego robić zbyt często, bo znika w zastraszającym tempie i nasze brzuszki rosną niemiłosiernie. Robiłam chleb z mąki pszennej, z dodatkiem rozmaitych pestek i ziół, aż pewnego dnia wymyśliłam chleb na żurku. Jak się później okazało nie jako pierwsza, ale nic to.
Przepis podstawowy:
2 szklanki maki,
1 szklanka ciepłej wody,
1 łyżka oliwy,
1łyżka soli,
½ łyżeczki cukru,
1 opakowanie suszonych drożdży, lub 50g świeżych.

W przypadku użycia drożdży suszonych wszystkie składniki mieszamy, wyrabiamy i pozostawiamy do wyrośnięcia. Jeśli używamy świeżych drożdży musimy zrobić zaczyn.
Po wyrośnięciu, ciasto wyrabiamy ponownie, dodajemy słonecznik, sezam, pestki dyni itp. - według uznania. Przekładamy do wysypanej mąką formy i gdy ciasto podwoi swoją objętość – pieczemy w średnio nagrzanym piekarniku. Nie podaję dokładnego czasu pieczenia ale po ok 50 minutach najlepiej zrobić próbę patyczkiem.
Teraz modyfikacja „żurkowa”.
Żurek przecedzam, mierzę ilość płynu i dopełniam wodą do równej ilości ( zawsze wchodzi inaczej).
Ostatnio po dolaniu wody otrzymałam 2 szklanki płynu.
Do gęstej części żurku dodałam tyle mąki, żeby otrzymać 4 szklanki. Użyłam mąki pszennej i żytniej (pół na pół).
Resztę składników podwoiłam i dalej postępowałam zgodnie z przepisem.
Chleb wyszedł pyszny – polecam.
PS
Wg przepisu podstawowego robię spód do pizzy. Zawsze wychodzi i zawsze smakuje.

czwartek, 20 sierpnia 2009

Ela.

Mętlik w głowie mam niemały,
Mętlik w głowie - przez śmierć Eli,
Cztery - dziewięć lat to w sam raz,
By zabrali Cię Anieli?
Według mnie stanowczo mało,
Ale skoro tak, cóż zrobić....
Może poszłaś tam , by dla mnie
Ciepły kącik przysposobić ?

Ciasto, które zawsze wychodzi...


Przepis znalazłam kiedyś w necie. Wypróbowałam, sprawdził się. Piekłam wg oryginalnej receptury, a po jakimś czasie odważyłam się nieco ją zmodyfikować.
Ciasto pyszne, szybkie i ( co ważne) tanie.
Oryginalny przepis.

1 szklanka cukru,
4 jajka,
2 szklanki mąki,
1 łyżeczka sody oczyszczonej,
2 łyżeczki proszku do pieczenia,
3 łyżeczki cynamonu,
5 jabłek,
10 dag orzechów włoskich,
5 dag migdałów,
2/3 szklanki oleju.

Jajka z cukrem należy zmiksować na pulchną masę. Wszystkie, wymieszane sypkie składniki dodawać do niej powoli, powoli miksując. Następnie należy dodać jabłka pokrojone w kostkę, olej, orzechy, migdały i wymieszać całość łyżką.
Piec w natłuszczonej foremce 50' w 180 stopniach Celsjusza.

Moja modyfikacja.
Orzechy i migdały można odrzucić.
Można dodawać inne owoce.
Np. robiłam to ciasto z rabarbarem ( wtedy dodałam cynamon, zgodnie z przepisem)
Robiłam też z borówkami amerykańskimi ( bo w sklepie nie było normalnych jagód! Skandal!) ale wtedy nie dałam cynamonu. ( było pysznościutkie!!!)
Zauważyłam, że soda powoduje nadmierną sypkość ciasta , także, jedną jej łyżeczkę z przepisu, zastąpiłam 1 łyżeczką proszku do pieczenia. Czyli przepisowe spulchniacze (2 łyżeczki proszku do pieczenia+ 1 łyżeczka sody oczyszczonej) zamieniłam na 3 łyżeczki proszku. Prawdę powiedziawszy, można dodać dwie i wtedy jest bardziej zwarte. Nie wiem od czego to zależy...Może od „mokrości” owoców?
Polecam.
PS
Podałam czas i temperaturę pieczenia, ale zawsze warto wbić w ciasto patyczek i sprawdzić, czy się upiekło w środku...

wtorek, 28 lipca 2009

Mieszkanko do wynajęcia.

Jest przytulne, po generalnym remoncie.
Świetna lokalizacja : Katowice- Koszutka, ul Iłłakowiczówny.
Może kogoś zainteresuje?

Wszystkie informacje i zdjęcia są  TU



PS

We wrześniu mieszkanko zostało wynajęte.

poniedziałek, 27 lipca 2009

Pomocy!

Kombinuję, próbuję i nic mi nie wychodzi. Bardzo więc proszę o instrukcję, jak wstawia się aktywny link, ale ukryty pod innym tytułem. Tylko przystępnie, jak jakiemuś tłumokowi, bo chyba takowym w dziedzinie internetu jednak jestem.
Pozdrawiam i dziękuję.

środa, 22 lipca 2009

Może ktoś wie, jak nazywają się te kwiatki?





Chyba każde osiedle ma miejsce zwane „ za garażami”. Na moim, za garażami właśnie, znajdowały się ogródki działkowe. Istniały wiele lat, rosły w nich drzewa owocowe, ozdobne krzewy, kwiaty i jakieś jarzynki. Było ładnie, kolorowo i pachnąco. Komuś jednak to przeszkadzało, bo kilka dni temu altanki zostały zrównane z ziemią, co cenniejsze rośliny właściciele wykopali, a pozostałe pozwolili zabrać każdemu, kto tylko miał na to ochotę. W ten właśnie sposób weszłam w posiadanie kwiatków, których nazwy nie znam i stąd pytanie w tytule.
Szczęśliwym trafem w sobotę jechałam w góry, więc zabrałam prawie metrowe chabazie i posadziłam je pod chałupą. Na zdjęciach są trochę klapnięte, bo pstrykałam tuż po posadzeniu, ale nazajutrz stały już pięknie na baczność, z czego wnioskuję, że raczej się przyjęły.
Jeśli ktoś tu zajrzy i będzie znał ich nazwę – bardzo proszę o wpis.



Żółte kwiatki są wieloroczne, rosną obok chaty od dawna, ale ich nazwy też niestety nie znam. Ciekawostką jest to, że zmykają kielichy w czasie deszczu.
Liczę na Was w sprawie nazw kwiatków i z góry dziękuję.

niedziela, 5 lipca 2009

Rozwiązanie zagadki

Tajemniczy przedmiot służy do korkowania butelek.

sobota, 4 lipca 2009

Zagadka

Do czego służy ten przedmiot?
Nie pytam o nazwę, bo jej nie znam, ale pewnie wynika ona z przeznaczenia tego przedmiotu ściśle. Trochę wskazówek.
Jest to przedmiot bardzo stary. (Skoro ja mam na karku w cholerę za dużo, czyli prawie 48 , to on, ten przedmiot, który należał do moich Dziadków ....)
Wykonany jest z drewna.
Stanowił wówczas wyposażenie kuchni. Był przydatny w szeroko pojętym przetwórstwie, czyli robieniu zapasów na zimę.
Tata mojej Mamy, Augustyn, był świetny w te klocki. Przetwarzał, co się da. Pamiętam, jak z Siostrą wyjadałyśmy z Dziadkowej spiżarni galaretkę z czarnej porzeczki. Naturalnie po kryjomu, narażając się na burę. Bura, nie bura, ale warto było wyżerać....
Wracając do zagadki:
Do tego przedmiotu coś się wkłada.
Ten przedmiot na coś się nakłada.
Ruchomym ramieniem to coś włożone się wtłacza, do tego ,na co zostało nałożone, zamykając je szczelnie. (Dla pewności i szczelności można było użyć laku.)
Później, to wtłoczone się wykręca.
Ło Matulu! Gdybym nie znała odpowiedzi, nie znałabym odpowiedzi!
Chyba trochę pogmatwałam. Nic to. Jeśli ktoś wie, to wie.



Kuchnia.tv (czyli cała prawda o....)

Wręcz fanatycznie oglądam tę stację. Wprowadzam pomysły zaczerpnięte z niej do swojego gotowania, ku uciesze Domowników. Szczerej, mam nadzieję... Szczerej, szczerej. Jedzą, aż im się uszy trzęsą.
Dziś jednak nie o to mi chodzi. Kuchnia.tv, oprócz programów kulinarnych, puszcza też czasem króciutkie filmiki fabularne, w jakimś stopniu związane tematycznie ze swoją nazwą.
Jeden z nich mnie rozbawił setnie, bo przedstawił w dosadny, acz zabawny sposób, naturę samczą. Tak, samczą. Świadomie użyłam tego słowa.
Rzecz się dzieje w wykwintnej restauracji.....

Przy stoliku siedzi małżeństwo z 38-letnim stażem. Zajada owoce morza, popijając je winem z najwyższej półki. Łatwo domyślić się, że celebrują rocznicę ślubu.
Po długotrwałej ciszy, (zbyt długotrwałej...) odzywa się Żona:
Gdybym umarła, ożeniłbyś się ponownie?
Nie, nie sądzę - odpowiada nieco zmieszany Mąż, przełykając kawałek ośmiornicy.
Jak to! Czyżby zawiodła Cię instytucja małżeństwa?
Nie, dlaczego? - Mąż prawie się dławi przegrzebkiem.
To, w końcu, jak? Ożeniłbyś się po mojej śmierci, czy nie?- pyta wyraźnie zirytowana Żona.
Tak, tak – odpowiada Mąż.
I co? Mieszkalibyście w naszym domu?
Skoro jest spłacony, to czemuż by nie?
I spalibyście w naszym łóżku?
Wydaje mi się to rozsądne...
I na fortepianie postawiłbyś jej fotografie, a moje gdzieś schował?
No... wiesz...Chyba bym tak zrobił, ale...
I pozwoliłbyś jej grać moimi kijami golfowymi?!?!?
Nie, ona jest leworęczna....No wiesz, prawa ręka jest silniejsza od lewej... Może jeszcze trochę kalmarów kochanie?.....


sobota, 27 czerwca 2009

Dzieci Sancheza

Nie mogłam się oprzeć.Czymże by był Chuck M. bez Dzieci?

Feels so good (?)

You Tube, to coś wspaniałego! Znalazłam ulubionego Chuck Mangione. Słuchałam Go namiętnie jakieś 20 lat temu, (aż wstd się przyznać , że tak dawno.) Guzik prawda ! Jakieś 28 lat temu, raczej. Albo i więcej, ale nie chce mi się już liczyć. W sumie, jakie to ma znaczenie -parę lat w tę, lub w tę . Polecam kliknąć w play.

sobota, 20 czerwca 2009

Pyłek na wietrze

I close my eyes, only for a moment, and the moment's gone
All my dreams, pass before my eyes, a curiosity
Dust in the wind, all they are is dust in the wind.
Same old song, just a drop of water in an endless sea
All we do, crumbles to the ground, though we refuse to see
Dust in the wind, all we are is dust in the wind
Don't hang on, nothing lasts forever but the earth and sky
It slips away, and all your money won't another minute buy.
Dust in the wind, all we are is dust in the wind
Dust in the wind, everything is dust in the wind.


wtorek, 16 czerwca 2009

Konan

W listopadzie 2001 roku, powodowana niezidentyfikowanym do dziś impulsem, wybrałam się do schroniska dla zwierząt, z którego wróciłam z NIM.
( tego, co zobaczyłam w schronisku, nie będę opisywać, bo na samą myśl chce mi się płakać...)
Bywa niesforny i ciut rozszczekany. Biedni sąsiedzi.
Jego zachowanie idealnie obrazuje piosenka H. Majdaniec ( no, może poza fragmentem o przynoszeniu chleba w koszyczku)




PS
dzisiaj nauczyłam się dodawać video. Jestem z siebie bardzo zadowolona, bo nie miałam najmniejszego pojęcia, jak to się robi.

czwartek, 4 czerwca 2009

Detektyw Monk

W poniedziałkowy Dzień Dziecka, ku mojej uciesze, dwie stacje tv emitowały serial o przepełnionym fobiami detektywie. W trakcie oglądania zajęłam się recyklingiem i zrobiłam dwa świeczniki. Jeden z puszki po tuńczyku, drugi ze słoiczka po crème brûlée.
W przyszłym tygodniu też obejrzę ulubiony serial i może znowu coś sobie „monknę”?





poniedziałek, 1 czerwca 2009

Chińszczyzna

Ramki z tworzywa sztucznego „made in China”, po ozdobieniu nabrały innego wyrazu. Jeszcze tylko muszę dopasować fotografie i zrobić miejsce na komodzie.



sobota, 30 maja 2009

Ciasteczka maślane

Podaję przepis na ciasteczka maślane, który świetnie się sprawdza, gdy korzysta się z maszynki do wyciskania ciasteczek, zwanej też pistoletem. Do pistoletu dołączonych jest 20 pierścieni, przez które przeciska się ciasto i to one nadają ciasteczkom pożądany kształt. Serduszka, choinki, kwiatuszki, karbowane kółeczka itp. Bardzo fajna zabawa i murowany efekt.

2 szklanki mąki
1 szklanka cukru pudru
1 op. cukru waniliowego
1 łyżeczka sody oczyszczonej
200g masła
1 jajko
Sypkie składniki wymieszałam, wsiekałam miękkie masło, dodałam jajko i zagniotłam ciasto. Gotowe ciasto włożyłam do zamrażarki na ok 20'. Musi być dość twarde, żeby podczas wyciskania przybierało właściwe kształty. Ciasto można aromatyzować imbirem, cynamonem, mieszanką piernikową- według uznania. Można też dodać trochę maku lub startą na drobnych oczkach skórkę cytrynową. Ja do połowy ciasta dodałam 2 łyżki kakao.
W maszynce umieściłam schłodzone ciasto i wyciskałam ciasteczka na suchej blasze. Piekłam je 10' w 200 st. Celsjusza. Z podanych proporcji wychodzi ok 40 ciasteczek.

czwartek, 28 maja 2009

Butelki

W zeszłym roku kupiłam w osiedlowym sklepiku butelki na oliwę. Były bardzo tanie, bo wyprodukowano je (naturalnie) w Chinach. Po pomalowaniu i przyozdobieniu metodą dekupażu, prezentują się tak:


W większej trzymam oliwę aromatyzowaną papryczką chili, w mniejszej ocet balsamiczny.

Tę butelkę skończyłam wczoraj. Jutro powędruje w świat.

wtorek, 28 kwietnia 2009

Sałatka z młodego szpinaku

6 szklanek listków szpinaku ( najlepiej najmniejszych, z samego środka, bez łodyżek)
1 pomarańcza
½ kwaśnego jabłka
garść orzechów włoskich
oliwa
ocet balsamiczny
czosnek
przyprawa do zup maggi
cukier
sól
pieprz

Porządnie umyte listki szpinaku osączyłam z wody. Małe zostawiłam w całości, większe porwałam na kawałki. Obrane jabłko pokroiłam w kostkę. Pomarańczę filetowałam nad miseczką, żeby zachować sok. Orzechy posiekałam, kilka zostawiając w całości, do dekoracji. Wszystkie składniki wymieszałam i wzięłam się za sosik.
Połączyłam oliwę z octem w stosunku 3:1. Dodałam przeciśnięty przez praskę czosnek, cukier, sól, pieprz i maggi do smaku. Nie podaję dokładnej ilości poszczególnych składników, bo zależy ona od upodobań. Najważniejsze są proporcje oliwy i octu.
Gotowym sosem polałam szpinak, wymieszałam i gotowe. Pycha.



czwartek, 23 kwietnia 2009

Dobry pomysł

Do miseczki z wodą wkładam 2-3 cebule. Powinny być zanurzone do ok ½ swojej wysokości. Wodę uzupełniam na bieżąco. Po kilku dniach pojawiają się zielone pędy. Z kolejnymi cebulami postępuję identycznie w odstępach tygodniowych.
I tak oto, przez całą zimę, w moim domowym ogródku na parapecie, rośnie wiosenna cebulka.


środa, 15 kwietnia 2009

Koty

Pół dnia spędziłam dzisiaj na porządkowaniu fotek. Nie uporałam się ze wszystkimi, bo jakoś opornie mi to wychodziło. Chyba dopadło mnie wiosenne zmęczenie:)
Oto kilka kotów. Reszta musi poczekać jeszcze troszeczkę.





wtorek, 14 kwietnia 2009

Żółw Franciszek

Trzy Artystki pochwaliły moje jajeczka i tym samym, ośmieliły nieco.
Zatem, przedstawiam dziś masosolnego żółwia Franciszka, którego ozdobiłam niewprawną ręką początkującej dekupażystki.





czwartek, 9 kwietnia 2009

Pisanki





Ozdobiłam kilka jajek ugotowanych w łupinkach cebulowych. Jeżeli czas pozwoli, zrobię jeszcze trochę, ale teraz biorę się za pasztety, ciasta, mięsa, kiełbasy. Sporo pracy przede mną.


  

wtorek, 7 kwietnia 2009

Szczególny dzień

Dzisiaj jest bardzo szczególny dzień. Zamieszczam pierwszy wpis na blogu, a mój Jedynak ma  Urodziny. Jest w Londynie, wraca jutro, zatem świętować będziemy za jakiś czas. Aż strach pomysleć, ile lat minęło od pamiętnego 7 kwietnia...